• Shiseido Perfect Rouge Lipstick

    Nie wierzę w to co piszę, ale produkty do ust z Chanel znalazły silnego konkurenta w mojej kosmetyczce. Jest nim produkt marki Shiseido - szminka Perfect Rouge w kolorze PK307. Produkt przypadł mi tak do gustu, że już wkrótce sprawię mu przyjaciela...
  • Marionnaud First Wrinkles Serum

    Niedawno wybiło mi ćwierćwiecze moje istnienia na ziemskim padole. Prawda jest brutalna - nie młodnieję. Od jakiegoś czasu inwestuję więc w kosmetyki pielęgnacyjne, które mają mnie chronić przez pierwszymi zmarszczkami (które pojawiają się niechybnie!)...
  • Shiseido Camellia Compact

    Mam słabość do pięknie wyglądających kosmetyków. Dzięki nim robienie makijażu nawet o 7 rano nie jest straszne.A jeśli w parze z atrakcyjnym wyglądem idzie także jakość, jestem w siódmym niebie. Nie wahałam się więc długo nad zakupem Camellii...

2014/05/16

Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Ta powszechna opinia zdaje się nie mieć zastosowania do cieni Color Tattoo od Maybelline. Według mnie są to cienie o jakiejś tajemniczej supermocy. Taki kosmetyczny supermen skupiający wszystko co najlepsze w kosmetykach - trwałość, uniwersalność i bardzo wysoką jakość w stosunku do ceny.




Obecnie moja mini kolekcja składa się z 4 odcieni, ale ostrzę sobie zęby na kolejne - szczególnie na kolory, które nie są dostępne w Polsce. Od lewej: Everlasting Navy (metaliczny granat), On and on bronze (metaliczny złoty brąz), Permament Taupe (matowa mieszanka szarego z brązem), Pink Gold (metaliczny róż ze złotymi refleksami).







Dlaczego uważam, że to jedne z najlepszych cieni w swojej kategorii cenowej (i nie tylko):
  • cena (za słoiczek zapłacimy ok. 20 zł)
  • są to jedyne cienie w kremie, które nie zbierają się w załamaniu powieki (a testowałam ich trochę!)
  • trwałość jest rewelacyjna - myślę, że obiecane 24h to wcale nie mrzonki. Cały dzień wytrzymują z łatwością.
  • uniwersalność - cienie mogą być stosowane jako...cienie (wow!), baza pod cienie o podobnej kolorystyce (podbijają kolor i przedłużają trwałość), eyeliner i jako cień do brwi (Permament taupe sprawdza się doskonale). Zdarzało mi sięrównież używać Pink Rose jako rozświetlacza.
  • łatwość nakładania - cienie można nałożyć nawet palcem, nie tracąc przy tym na efekcie
  • konsystencja - nakładają się równo, nie tworzą smug, a co najważniejsze po otwarciu opakowania konstystencja się nie zmienia pomimo upływu czasu
  • ładny design opakowania - często za 20 zł otrzymujemy cienie zapakowane w plastikowe koszmarki. Tutaj opakowanie jest solidne, szklane, dobrze leży w dłoni.
Czy mają minusy?
  • Jedynym minusem jest gama kolorystyczna dostępna w polskich drogeriach. Brakuje mi w niej delikatnych odcieni np. beżu oraz większego wyboru odcieni matowych. 



Wiem, że Color Tattoo to również Wasi ulubieńcy. Jakie kolory macie w swojej kolekcji, a jakich brakuje Wam w polskich drogeriach ?

2014/05/15

Jak pewnie zauważyłyście dziś nastąpiła mała zmiana na blogu. Od dzisiaj komentarzami na blogu będę zarządzać za pomocą appki Disqus. Aplikacja ta pomaga moderować, ale również analizować statystyki dotyczące komentarzy. 


Nie ukrywam, że po części jest to spowodowane tym, że anonimy (z gatunku tych plujących jadem) odkryły mój blog. Nie mam nic przeciwko anonimowym komentarzom, o ile są na poziomie i nikogo nie obrażają. Moderacji komentarzy jako takiej nie będzie, aczkolwiek miej anonimie na względzie, że dzięki tej aplikacji taki do końca anonomowy nie będziesz :) 

Aplikacja ma również kilka innych przedatnych funkcji. Po pierwsze możecie teraz dawać "upvote" i "downvote" przy każdym z komentarzu pod postem, czyli macie wpływ na ich popularność. Po drugie, aplikacja ma bardzo wygodną funkcję - oprócz bloggera, jest zintegrowana również innymi platformami blogowymi oraz popularnymi portalami społecznościowymi. Można się do niej zalogować m.in. przez Facebooka czy Twittera. Mam nadzieję, że ułatwi to Wam komentowanie i korzystanie z mojego bloga.

Czy któraś z Was korzysta z Disqusa ? Może polecicie mi jakieś fajne funkcje i widgety, na które warto zwrócić uwagę? 

2014/05/14

Dobre i polskie. Jak bardzo mnie cieszy, kiedy mogę napisać tak o którymś z kosmetyków. O Pharmaceris mogę tak napisać po raz kolejny. Normalnie towar eksportowy numer jeden. Mamy się czym pochwalić! ;)



Kilka słów o produkcie

Fluid polecany do każdego rodzaju skóry, w tym również problemowej, wrażliwej, suchej i bardzo suchej, ze skłonnością do przesuszania. Rekomendowany także dla osób ze skórą delikatną, alergiczną, podatną na wystąpienie podrażnień w wyniku niekorzystnych czynników zewnętrznych.

Fluid długotrwale nawilża głębsze warstwy naskórka, zapewniając trwały efekt 10-godzinnego, naturalnego makijażu. Unikalna kompozycja pigmentów doskonale wyrównuje koloryt skóry, maskuje niedoskonałości cery nie powodując efektu maski. Specjalistyczna, zgłoszona do opatentowania formuła antyoksydacyjna na bazie sylimaryny i tioproliny intensywnie neutralizuje wolne rodniki i zabezpiecza skórę przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych, chroniąc ją przed procesem starzenia zewnątrzpochodnego. Sprawia, że skóra jest gładka i mniej podatna na podrażnienia oraz przesuszenie. Lekka konsystencja fluidu oparta na technologii SoFT-Base nie obciąża skóry oraz nie zatyka porów pozwalając jej oddychać. Zawartość fotostabilnych filtrów UVA i UVB zapewnia ochronę przed szkodliwymi skutkami promieniowania słonecznego.

Cena: 39,90 zł za 30 ml








Moja opinia o produkcie

Dołączam do fanów tego podkładu! Choć z reguły wybieram podkłady matujące, ten nawilżający był strzałem w 10 kiedy niespodziewanie nastąpił u mnie przesusz skórny. Podkład ma świetną konsystencję - dość treściwą, ale gładko sunącą po skórze. Nakładając go czuję się trochę jakbym nakładała krem, a nie kosmetyk koloryzujący. Nie tworzy smug, praktycznie od razu stapia się ze skórą, a co najważniejsze (ta cecha najbardziej mnie urzekła) praktycznie od razu poprawia komfort przesuszonej skóry. Działa trochę jak taki kojący opatrunek. Coś pięknego! Podoba mi się również naturalny efekt jaki daje - twarz jest delikatnie rozświetlona, promienna. Podkład daje taki trochę "mokry" efekt (fanki suchego matu będą zawiedzione!). Co do trwałości - jeśli pod podkład użyjemy dobry krem, obiecany 10-godzinny makijaż nie jest problemem. Z reguły jednak po ok. 5-6 godzinach wymagał przypudrowania. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest to podkład typu long-lasting. Krycie raczej umiarkowane - większych niedoskonałości bez pomocy korektora produkt nie pokryje. Jako minus zaliczam dostępność kolorów - niestety możemy wybierać spośród tylko trzech. Ja mam najjaśniejszy - Ivory.



Od lewej: Lirene City Matt (Naturalny), Estee Lauder Double Wear Light 1.0, Pharmaceris Fluid Nawilżacjący. Jak widzicie jest to naturalny, chłodny beż. Na tle innych podkładów wypada dość jasno - bladolice powinny być zadowolone.

A tak prezentuje się na twarzy:


Podkład trafia na listę moich ulubionych głównie ze względu na bardzo naturalny efekt. Doceniam go szczególnie kiedy moja skóra ma dzień tzw. suchara (tak tłustym skórom też to się zdarza!).

Czy miałyście ten produkt ? Co sądzicie ?

2014/05/13

Od prawie 2 lat jestem "panią z HRów". Chodzą o nas legendy, liczne żarty, dla części osób jesteśmy prawdziwym postrachem. Dziś 10 faktów z mojego życia codziennego. Weźcie je proszę z przymrużeniem oka :) A tak swoją drogą to poważnie myślę nad serią postów dotyczących rozmów kwalifikacyjnych, szukania pracy i autoprezentacji. Co myślicie ? Chyba byłby to fajny przerywnik od kosmetyków.

1. Pod gradobiciem pytań. W ogniu pytań. Zły policjant i jeszcze gorszy glina. Zapamiętaj - rekruter zadaje pytania. Tak został zaprogramowany. Nawet na twoje pytanie odpowiada...pytaniem, więc uważaj o co pytasz.Tu nie sprawdza się zasada kto pyta nie błądzi. Błądzisz ty, a rekruter wie wszystko.


2. Bądź wdzięczny za darmową psychoanalizę. Niech nie zdziwią Cię pytania o Twoje relacje z matką czy rolę grupową. W końcu rekruterzy to w większości niespełnieni psychologowie. Lubimy wiedzieć. Wszystko. O wszystkich. Trzy pokolenia wstecz. I nie waż się podważać istotności pytań rekrutera. Nigdy!

3. Starannie dobieraj czas spotkania. Masz rozmowę o 8:00? Źle! Masz rozmowę o 17:00? Źle! Praktycznie z góry jesteś skreślona, właściwie to "dzień dobry - do widzenia". Przez Ciebie rekruter musiał wstać wcześnie lub zostać po godzinach. What's wrong with you people !?


4. Każde pytanie ma drugie dno. Nic nie wydaje się takie jak jest w rzeczywistości. Rozmowa rekrutacyjna to równoległa rzeczywistość. Tak na prawdę nie chcemy wiedzieć jakie masz wady, zalety czy co jest Twoim największym sukcesem. Na 90 % usłyszymy odpowiedź z poradnika pracuj.pl o wszystkomówiącym tytule "Jak dobrze wypaść na rozmowie rekrutacyjnej". Te 10 % to pole na twoje potknięcia i porażki. No chlapnij coś, już!


5. Przychodzi Ci na myśl Twoja ostatnia randka. Też słyszałaś, że zadzwoni...A jak nawet kopnie Cię zaszczyt otrzymania informacji zwrotnej usłyszysz typową kanapkę komunikacyjną, najczęściej jeszcze źle podaną...To nie my, to ty. A czekaj, miało być na odwrót!


6. Stresujesz się jak przed pierwszą spowiedzią, ale na siłę próbujesz być cool. Don't. Przestań zgrywać pajaca i lepiej weź się w garść - zapanuj nad nerwami. Stres nigdy nie jest twoim sprzymierzeńcem, nigdy. Na rozmowie nie masz sprzymierzeńców. Nigdy. Żadnych. Hell, no!

7. Ten niezręczny moment, gdy rozmawiacie o pieniądzach... I się jąkasz, i coś kręcisz, mamroczesz pod nosem. Właściwie pieniądze Ci nie potrzebne. Nie, nie - finanse nie są ważne, liczy się tylko rozwój i możliwość pracy w Państwa firmie. D'uh. Rozumiem - będziesz żywił się wdzięcznością, że Cię przyjęliśmy albo podkradał herbatę i ciasteczka ze wspólnej kuchni?


8. Śmiejesz się z sucharów. Dobry rekruter jest jak Karol Strasburger w Familiadzie, ma suchar na każdą okazję. A właściwie całą listę sucharów rekrutacyjnych, które potwarza jak mantrę w trakcie każdej rozmowy rekrutacyjnej. Zawsze w tym samym momencie. Ach, życie to teatr - niech żyje spontaniczność!

9. Czy dobrze wyglądam ? - pytanie te krąży Ci po głowie przed, w trakcie i po rozmowie. Postawić na klasykę czy pokazać swoją szaloną osobowość (bo wszystkie jesteśmy takie szalone!) ? A co jeśli będę wyglądać lepiej niż pani z HRów? Powiem Ci co! You shall not pass.


10. To uczucie zaraz po...Totalna ulga. Ale nie ciesz się - to nie trwa długo. Już od jutra będziesz skakać jak oparzona na każdy dźwięk telefonu, będzisz odbierać wszystkie telefony z numerów prywatnych. Z telefonem będziesz spać, jeść i brać prysznic. W nadziei, że usłyszysz jej głos. Głos Pani z HRów. Uwierz mi, że i tak wykorzystamy chwilę Twojej nieuwagi i i tak nie zdążysz odebrać.

A jak wyglądają Wasze rekrutacje w krzywym zwierciadle?

2014/05/12

Długo się zarzekałam, że tym razem do Rossmanna nie zajrzę. Że mam wszystko czego potrzeba. Że tym razem oszczędzę pieniądze. Jeśli śledzicie instagrama to wiecie, że ostatecznie pękłam w przedostatni dzień promocji...Czy żałuję? No pewnie, że nie :)






Do koszyka wpadły 3 produkty L'oreala. Zajmują sporą część moich błyszczykowo-pomadkowych zbiorów i chyba jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Za regularną cenę raczej na L'oreala się nie skuszę - wolę dodać troszkę więcej i kupić kosmetyk z wyższej półki. Jednak sytuacja się zmienia, gdy mamy do dyspozycyji 49 % zniżki :) 

Na zdjęciach widzicie: piękny jagodowo-fioletowy odcień to Shine Caresse w odcieniu Milady (402), brzoskwiniowy nudziak to Nude Vibrato (600), a róż Rose Finale (102) z linii Colour Riche Extraordinaire.

A co padło Waszym łupem w trakcie rossmannowych wyprzedaży?

2014/05/10

Wracam do regularnego blogowania. Ostatnie 2 tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie pod względem rodzinnym, ale wiadomo życie toczy się dalej. Trzeba sobie niektóre rzeczy na nowo poukładać. Będzie dobrze!


W poniedziałek o małym napadzie na Rossmanna i promocję - 49 procent!


W środę o polskim hicie wśród podkładów - nawilżający produkt od Pharmaceris.


Piątek o rewelacyjnych i tanich jak barszcz ceniach Color Tattoo - moja kolekcja cały czas się powiększa!

W międzyczasie mogliście przycztać dwa nietypowe teksty:


2014/05/09

Dziś mała prywata - zapraszam na aukcję allegro. Do sprzedania mam nowiutką, nieśmiganą torebkę Michaela Korsa - Jet Set Travel Multifuntion Tote w kolorze granatu (Navy).

  



 

Miłego piątkowania :)
 

2014/05/07

Zupełnie jak „mały głód” czasem w naszym życiu zjawia się...duży leń. Nadchodzi dzień, w którym wyjście do toalety to jedyny sport jaki uprawiasz, a ułożenie zdania wielokrotnie złożonego powoduje stan w medycynie widniejący pod hasłem „mózg rozjebany”. W erze wszechobecnych motywatorów i głębokich tekstów mających skusić Cię do natychmiastowego działania, czerpania z życia garściami, bycia FIT, GIT i w ogóle PRO – stan absolutnie nie do zaakceptowania! Nie martw się – ciocia Karolina Cię rozumie. Daj żyć swojemu leniowi. Jeśli Ci się czegoś nie chce robić. Leave it. Pozwól sobie odpocząć. Pozwól sobie na dzień, którego wynikiem będzie...nic.

Bierzcie przykład z Pepy!
Wstań o 11. O 12 nawet jak chcesz. Wiesz co? Wstań o której chcesz. Albo...w ogóle nie wstawaj. Należy Ci się. Takie pidżama party trawające cały dzień. Zrób sobie rozkoszny barłożek w łózku albo kokon z koca. Strzel sobie nawet i 100 drzemek w ciągu dnia. Nie krępuj się - pamiętaj, że Twoim celem jest zrobienie wielkiego, okrągłego NIC.


Sedno sprawy - nie sprzątaj, nie rób obiadu, nic nie rób (powtarzam, bo być może nadal nie rozumiesz na czym polega bycie absolutnie nieproduktywnym). Jedyne co EWENTUALNIE możesz robić to sięgać po chipsy, wyjśc do sklepu po colę/lody/popcorn lub bezmyślnie przeglądać sklepy internetowe. Nie zapominaj również o robieniu siku. Tak dla własnego dobra.


Pozostając w temacie jedzenia... Masz ochotę na spaghetti carbonara o 23:24 (tak, przykład z życia wzięty) ? Just do it! Ustalmy, że pochłanianie naszego ulubionego comfort foodu nie stoi w sprzeczności z zasadą nicnierobienia. Tego dnia możemy jeść wszystko, w każdej ilości i o każdej porze. Należy Ci się jak psu kość! Nawet jeśli zrujnuje Ci to dietę, a Ewcia Ch. wykluczy Cię z grona endorfinek. Whatever!


Obejrzyj najgłupszy film świata. Taki, na który w każdy inny dzień byłoby Ci szkoda czasu. Taki, że jego obejrzenie będzie tajemnicą, którą weźmiesz do grobu. Ja swojej nie wezmę. Zdradzę ją Wam, żebyście nie miały wyrzutów sumienia. Podczas ostatniego nieproduktywnego dnia obejrzałam film o wdzięcznym tytule "Bad Milo". Bohater? Potworek mieszkający w ludzkich jelitach (ekhm...). Zresztą zobaczcie same.


Jeśli faza „nie mów do mnie z rana” niechcący rozciągnęła się na cały dzień...Trudno, życie. Shit happens. Wycisz telefon, wygnaj męża z domu (wersja hard: pokłóć się tak, żeby się cały dzień nie odzywał), zapomnij jak brzmi Twój głos. I tak tego dnia nic mądrego nie powiesz.


Wyłącz mówienie i...wyłącz myślenie. Na prawdę uwierz mi – TEGO dnia nie wynajdziesz leku na raka, nie odpowiesz na pytanie „Jak żyć?, nie zbawisz świata. Szarady matematyczne też zostaw innym. Myśleniu mówimy głośne i stanowcze NIE, nawet jeśli nie mamy blond czupryny. Niech twoim największym życiowym dylematem będzie „Zamówić pizzę czy chińczyka?”. Odpowiem już teraz – zamów pizzę I chińczyka.


Nie dajmy się zwariować ciągłą pogonią za doskonałością. Czasem warto zwolnić tempo, nawet tak bardzo bardzo – prawie do okrągłego zera. Daj dojść do głosu wewnętrznemu leniowi – nie pożałujesz. Byleby nie był to głos, który prowadzi Cię przez całe życie :)